Mój 4 lipca 2014

W mojej skrzynce pocztowej znalazłam list, który bardzo mnie zaskoczył. Nadawcą była Ambasada Stanów Zjednoczonych w Polsce. W pierwszej chwili pomyślałam, że coś jest nie tak z moją wizą (kilka lat temu została mi przyznana na 10 lat). Mniej więcej raz do roku mamy tam zawody, ale z celnikami - przynajmniej na razie - żadnych problemów nie miałam. Oprócz wyjazdów do USA łączą mnie z Ameryką jej największe dobra:)

McDonald’s, batony Mars, Coca-Cola i Starbucks. Nie miałam pojęcia, co Ambasada może ode mnie chcieć. Pośpiesznie otworzyłam kopertę. Okazało się, że chcą, abym ich odwiedziła:) W środku było zaproszenie na obchody 238. rocznicy Niepodległości Ameryki. Że 4 lipca jest Dzień Niepodległości w USA - to wiem, ale że przyjdzie mi świętować to wydarzenie w rezydencji Ambasadora USA w Warszawie? Ciekawa perspektywa na spędzenie piątkowego wieczoru.

Piątek, 4 lipca nadszedł szybko. Okazało się, że Ambasador zaprosił władze Polskiego Komitetu Olimpijskiego i wszystkich medalistów ostatnich igrzysk olimpijskich 2014. Dla przypomnienia dodam, że są to: Justyna Kowalczyk, Kamil Stoch oraz łyżwiarze: Katarzyna Woźniak, Katarzyna Bachleda-Curuś, Natalia Czerwonka, Zbyszek Bródka, Jan Szymański, Konrad Niedźwiedzki oraz ja:) Ze względu na treningi większość z zaproszonych medalistów nie mogła tego dnia być w Warszawie. Mnie dojazd zajął nie więcej niż uczesanie się. Gdy zbliżałam się do rezydencji Ambasadora, zrozumiałam, że będzie to niemała impreza. Uliczki wokół rezydencji były zakorkowane, miejsce parkingowe znalazłam 400 metrów od wejścia. Samochody w głównej mierze były czarne, z ciemnymi szybami i rządowymi rejestracjami. Po przeskanowaniu zaproszenia, okazaniu dowodu osobistego i przejściu przez bramkę z detektorem metalu - wreszcie byłam w środku.

A tam... tłumy! Impreza miała charakter plenerowy, choć można też było wejść do rezydencji, w której mieszka Ambasador, Stephen D. Mull. Impreza rozpoczęła się od wysłuchania hymnów USA i Polski, następnie wszystkich gości przywitał gospodarz, kilka słów powiedział również Bronisław Komorowski. W ogrodzie swoje stanowiska miały firmy, z których słyną Stany Zjednoczone. Można było napić się kawy ze Starbucksa (nie zawiodłam się), zjeść w Domino’s Pizza, czy Hard Rock Caffe. Świetny catering przygotowały również hotele: Hilton, Sheraton, Courtyard oraz Bristol. A pomiędzy gośćmi przechadzali się przedstawiciele Marines, nie obeszło się bez zdjęcia z nimi! Amerykańskich akcentów było mnóstwo, flaga USA ułożona z muffinków, tort również wyglądał jak ogromna flaga, a w basenie pływały piłki plażowe w barwach USA. Po zmroku - jak na 4 lipca przystało - był pokaz sztucznych ogni.

Przez jeden wieczór - będąc w Warszawie - poczułam się jakbym była w sercu kraju, gdzie moim rodacy wyjeżdżają „szukać lepszego jutra”. Moje jutro też było lepsze… Spędziłam je na pięknych POLSKICH MAZURACH! Wieczór jednak bardzo miły. Wielkie podziękowania dla Ambasadora, który w tym ważnym dla USA dniu pamiętał, aby zaprosić również polskich sportowców.
 

 

Kategorie publikacji: