"Zadomowiłam się w światowej czołówce. Chcę to potwierdzić"

Wkrótce panczeniści rozpoczną nowy sezon, w połowie listopada rozegraną zostaną w Japonii pierwsze zawody Pucharu Świata. Jak przebiegają Pani przygotowania?

Jestem zadowolona, mam duży komfort. Wszystko idzie zgodnie z planem, nie ma jakichś nieprzewidzianych problemów ze zdrowiem, oczywiście nie zaliczając do tej kategorii kataru. Trochę zmodyfikowałam plan w porównaniu do poprzednich przygotowań, teraz między zgrupowaniami nie wróciłam do Polski, tylko zostałam w Inzell.

Na ten srebrny medal olimpijski wywalczony z koleżankami w drużynie kilka miesięcy temu w Soczi patrzy Pani teraz tak samo?

Raczej tak. Choć muszę przyznać, że starałam się jak najbardziej „wycelebrować” ten mój życiowy sukces, nacieszyć się nim jak najwięcej, by dał mi on moc na następne lata. Medal, zresztą kolejny, jest przecież argumentem za tym, że to co robię, jest słuszne. Miałam wiele spotkań z młodzieżą, uczestniczyłam w różnych akcjach. – Mam nadzieję, że choć medal ciągle był w ruchu, to nie zniszczył się jakoś specjalnie. – Nie, jest wykonany bardzo solidnie. W dużo gorszym stanie jest ten brąz olimpijski z Vancouver, który jest już bardzo „wysłużony”. Wychodzę z założenia, że takie medale nie są po to, żeby trzymać je w czterech ścianach, tylko trzeba dzielić się nimi. Ja po prostu bardzo lubię je pokazywać ludziom (śmiech). Gdy ktoś się cieszy z tego, że widzi mój medal, to ja również się cieszę. Zwłaszcza dla młodzieży może być on bardzo dobrą motywacją.

Zbliżający się sezon, poolimpijski, będzie zupełnie inny niż poprzedni. Wielu zawodników traktuje go luźniej, przeznacza ten czas na regenerację. Jak będzie w Pani przypadku?

Wiadomo, że cele są teraz inne. Nie trenowałam z takim zawzięciem jak przed igrzyskami w Soczi, ale oczywiście solidnie przykładałam się do przygotowań. Praca objętościowo była podobna, a jeśli chodzi o kilometry przejechane na rowerze, to było ich nawet więcej. Zmieniło się przede wszystkim to, że w tym roku wszystko przebiega znacznie spokojniej. W poprzednim sezonie najważniejsze były pierwsze starty w Pucharze Świata, które były kwalifikacją olimpijską, teraz nie trzeba szykować szczytu formy już na początek. To mi chyba nawet sprzyja, bo czasy, na przykład na 1000 metrów, mam teraz lepsze niż przed rokiem o tej porze. Z niecierpliwością czekam na pierwsze starty. Zadomowiłam się w światowej czołówce i chcę to potwierdzić.

Z Luizą rozmawiał Artur Bogacki. Całą rozmowę w Dzienniku Polskim znajdziecie TUTAJ!
 

Kategorie publikacji: